top of page

Recenzja - Poczytaj ze mną

  • 17 lut
  • 2 minut(y) czytania

Tytuł: Twoje odbicie



Data premiery: 14.02.26


Gatunek: Obyczajowa/thriller/kryminał



Tolerancja to nie jest modne słowo z hashtagiem. To czyjeś życie. Czyjaś codzienność. Czyjeś prawo do miłości bez tłumaczenia się światu. I właśnie dlatego sięgnęłam po „Twoje odbicie” Twoje odbicie autorstwa Kamil Pomykała. Bo wiedziałam, że to nie będzie tylko historia o świętach w rodzinnym domu. To będzie historia o tożsamości. O odwadze. O tym, jak trudno czasem stanąć przed lustrem i naprawdę siebie zaakceptować.



Już sama okładka mówi bardzo wiele. Mężczyzna odwrócony tyłem, czapka będąca symbolem tolerancji wobec różnych orientacji seksualnych. Pokazane subtelnie, ale wyraźnie daje sygnał, że to opowieść o kimś, kto niesie w sobie coś więcej niż tylko świąteczny bagaż. I właśnie ta zapowiedź emocjonalnej głębi sprawiła, że chciałam tę książkę przeczytać. Lubię historie, które dotykają tematów ważnych społecznie, ale podanych w ludzki, niewymuszony sposób.



Początek jest spokojny. Poznajemy pewnego siebie, wysokiego, postawnego mężczyznę, który przylatuje do rodzinnego domu na święta. Ma poukładane życie, sukcesy, stabilność. Przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz. I właśnie ta pozorna normalność jest jednym z najciekawszych elementów tej książki. Bo z każdą kolejną stroną okazuje się, że pod tą pewnością siebie kryje się ogromny ciężar.



Najbardziej poruszyły mnie momenty, w których autor odsłania jego przeszłość. Tragedia, z którą bohater nie potrafi się pogodzić mimo upływu lat, jest pokazana w sposób bardzo emocjonalny, ale nienachalny. Widać rozpacz. Widać tęsknotę. I widać wielką miłość. Miłość opisaną pięknie, szczerze, bez przesady. Taką, która zostaje w człowieku na zawsze.



Ciekawym zabiegiem jest również wplecenie wątku delikatnie detektywistycznego. To on nadaje historii dodatkowego tempa i sprawia, że zaczynamy zadawać sobie pytania, czy prawda zawsze przynosi ulgę?


Czy da się uciec od przeszłości, jeśli ona mieszka w nas?


I czy miłość może być jednocześnie największym szczęściem i największym bólem?



Podczas czytania czeka cała gama emocji. Jest spokój pierwszych stron, który powoli przeradza się w napięcie. Jest wzruszenie, momentami ścisk w gardle. Jest też odrobina humoru, który rozładowuje ciężar dramatycznych wydarzeń. To połączenie dramatu, obyczajowości i lekkiej nuty kryminalnej sprawia, że książkę czyta się naprawdę płynnie.



Najbardziej spodobało mi się to, jak autor pokazał wnętrze bohatera. To, że nie ocenia, nie moralizuje, tylko pozwala nam wejść w jego emocje i zrozumieć jego wybory. Doceniam też to, że temat orientacji seksualnej nie jest tu sensacją, a naturalnym, centralnym elementem życia postaci. To daje tej historii autentyczność.



Gdybym miała wskazać jeden minus, to chętnie przeczytałabym wersję bardziej rozbudowaną. Niektóre wątki aż proszą się o pogłębienie. Z drugiej strony forma „książki na raz” też ma swój urok, bo siadasz i kończysz ją tego samego dnia, zostając z emocjami jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony.



Zakończenie daje wyraźną sugestię, że to nie musi być koniec tej historii. I bardzo się z tego cieszę. Bo czuję, że losy tego bohatera mają jeszcze wiele do opowiedzenia.


Polecam tę książkę wszystkim, którzy cenią historie o miłości, stracie, tożsamości i odwadze bycia sobą. To opowieść, która nie krzyczy, ale mówi dokładnie to, co trzeba.


 
 
bottom of page